menu
- Już wkrótce |
- Aktualności |
- Nowości |
- Zapowiedzi |
- Kontakt
Piętnaście rozmów zebranych w książce to unikalna próbka reprezentatywna polskiej inteligencji – unikalna dlatego, że podobna próbka była zawsze dotąd pobierana w Warszawie albo w Krakowie. Jednak istnieje inna jeszcze unikalność, w Lublinie może najmniej uchwytna, choć przecież nie proste skojarzenie z noblistą Singerem stało za ogłoszeniem Lublina miastem sztukmistrzów, czyli wirtuozów bardzo rzadkich umiejętności – ale intuicja.
Mistrzostwo w wąskiej specjalizacji to jest może w ogóle bardzo polska specyfika, szczególnie widoczna w sporcie – nie mieliśmy mistrzów olimpijskich w najpopularniejszych dyscyplinach, jak sprint czy skok w dal, ale w rzucie młotem jesteśmy potęgą, najbardziej na świecie utytułowanym zawodnikiem w chodzie sportowym pozostaje Robert Korzeniowski, a Józef Szmidt jako pierwszy człowiek przekroczył granicę 17 m. w trójskoku.
A przecież tylko na tym polega unikalność Lublina, że to jest miasto ludzi unikalnych idei, którzy są „mistrzami olimpijskimi” w tak elitarnych dziedzinach, jak literatura jidysz, żydowska sztuka sepulklarna, etnolingwistyka, piosenka autorska, radiowy reportaż; Lublin to teatralne „Ateny Wschodu”, filmowe „Rozstaje Europy” i światowy „Festiwal Cage`a”; to tutaj Ewa Dados wymyśliła i od 19 lat prowadzi ogólnopolską akcję charytatywną „Pomóż dzieciom przetrwać zimę”, akcję, gdzie jak sama pani Ewa mówi – pomagamy, nie dotykając pieniędzy. Właśnie to: „nie pieniądze”, to jest jakoś charakterystyczne dla Lublina. Po Lublinie nie krąży jeszcze demon sukcesu, trudno tu spotkać „gwiazdę”, jeszcze trudniej „celebrytę”, a najtrudniej „autorytet” – to jest miasto wybitnych pasjonatów, do których bardzo łatwo się dostać, tak jak ja się dostałem. Robert Kuśmirowski, artysta mogący mieć pracownię w kilku bardziej znanych miejscach, chce być artystą lubelskim – sam uzasadnia to tym, że tu jest „najciekawszy procent człowieka w człowieku”. Bo jak Robert mówi – tu się jeszcze nie udaje...
W pewnym sensie to są właśnie imponderabilia, rzeczy, które na pozór niczego w świecie nie zmieniają, bo nie stoją za nimi koncerny i wpływowe media, ale jak ważne są takie niszowe dziedziny, o tym wiedzą najbogatsze uniwersytety amerykańskie – jeśli piaski pustyni odsłonią nieznane manuskrypty, tam znajduje się specjalistów do ich odczytania. Najwybitniejszych poetów zza żelaznej kurtyny – Brodskiego, Miłosza, Venclovę zatrudniły uniwersytety amerykańskie, oni wszyscy zarabiali na Nobla w miastach uniwersyteckich podobnych do Lublina. Lubelskie zainteresowanie Cage`m – przypomnijmy, że chodzi o reformatora sztuki, którego w fizyce porównać można by jeśli nie do Einsteina, to przynajmniej do Galileusza – mierzone może być tylko z zainteresowaniem, jakim cieszy się ten twórca w najbardziej prestiżowym w Ameryce uniwersytecie Stanforda. Może Lublin jest europejskim Stanfordem, nawet jeśli jeszcze tego nie dostrzega?
A może lepiej porównać go ze starożytnymi Atenami, gdzie pod portykami, w drodze do balwierza, rozmawiano o imponderabiliach, których sens wykłada się dzisiaj na uniwersytetach - nie wiadomo przecież, jak to się dzieje, że obszar, zwany prowincją geograficzną, nagle staje się stolicą intelektualną. Może dziś trzeba mieszkać, chcieć mieszkać w Lublinie, czy w Białymstoku, żeby coś ciekawego światu powiedzieć?
Wykorzystanie przez Amadeusza Targońskiego, autora okładki książki, motywu otwartej bramy, jako zaproszenia do pewnej przestrzeni, jest w swej prostocie genialne - zwłaszcza, że to jest konkretna lubelska brama na Starym Mieście, tak jednak przetworzona, że staje się symbolem bramy. A mnie właśnie o to chodziło – aby myśli wypowiadane w Lublinie, mówiły o świecie coś oryginalnego – tak jak stało się z Unią Lubelską, która dotyczyła całej Rzeczypospolitej, ale Lublin słusznie się chlubi, że właśnie tutaj ją podpisano. Świat trzeba przekręcić znowu w stronę Lublina.
Nawet jak znacie, to posłuchajcie:
Czym prof. Monika Adamczyk-Garbowska, tłumaczka Baszewisa Singera, rozwścieczyła miłośników „Kubusia Puchatka”?
Po co Robert Kuśmirowski, wystawiający w galerii naturalnej wielkości wagon na szynach, podrobił w Krakowie obraz Wyspiańskiego?
Dlaczego Ewie Dados, organizatorce akcji „Pomóż dzieciom przetrwać zimęö, zostawiono na radiowej portierni niemowlę?
Jak Tomasz Pietrasiewicz, dyrektor „polskiego Yad Vashem”, odkrył nieznaną powieść o holocauście, za którą Nagrodę Goncourtów dostała lublinianka?
Co łączy Jana Kondraka, barda śpiewającego teksty Stachury, ze „złym” Markiem Dyjakiem?
Jakie pytania Grzegorz Linkowski, dokumentalista opowiadający historię katolickiego księdza odkrywającego swoje żydowskie pochodzenie, stawia Kościołowi?
Komu muzealnik Zygmunt Nasalski postawił w Himalajach piramidę?
Kto za tym stoi, że prof. Andrzej Trzciński, najwybitniejszy w Polsce znawca judaików, broni kartofli obieranych w Zachęcie?
W jakim celu Janusz Opryński, reżyser awangardowego teatru „Provisorium”, nagrodzony za wystawienie Ferdydurke w Edynburgu, chciał na bilbordach umieścić Barbarę Skargę?
Czy prof. Jerzy Kutnik, amerykanista, musiał zorganizować w Lublinie koncert gry na kaktusie?
I wiele innych – „skąd?”, „dokąd?”, „jakim sposobem?” i „co to ma do rzeczy?”.
A przecież to nie jest ostatnie słowo Miasta – w Lublinie wychodzi najciekawszy w Polsce kwartalnik literacki, w Lublinie mieszka najoryginalniejszy w Polsce filozof, najbardziej ludzki ksiądz oraz pewien Reżyser i Poeta... To jest miasto tchnięte duchem chasydzkim, a chasydzi utrzymują, że świat opiera się na 36 „sprawiedliwych” – w Lublinie z pewnością znajdziemy trzydziestu.