Maria Skarka
Wydanie I Lublin: Norbertinum, 2005 Objetość 176, [1] s. Format 147 x 205 mm Oprawa miękka klejona ISBN 83-7222-199-5
[ Wspomnienia ]
O książce
To był wyjątkowo trudny okres dla Polaków. Panujący w kraju system dawał się boleśnie we znaki jego mieszkańcom. Szczególnie ciężkie były lata 1980-1981 – brakowało właściwie wszystkiego, nawet tego, co mogłoby się wydawać niezbędne do życia. Sklepy świeciły pustkami, zamykano wiele małych zakładów, ludzie tracili pracę. Wszyscy stawali się coraz bardziej nerwowi i drażliwi, złorzecząc innym, siłą dążąc do osiągnięcia własnego celu. To był horror dnia codziennego... Ludzie żyli w ciągłym stresie, obciążeni jedną i tą samą myślą – pieniędzy brakowało i kupić nie było co, ale przecież musiało się żyć. W umysłach wielu Polaków zrodziła się wówczas myśl o wyjeździe, o opuszczeniu kraju, o budowaniu lepszego jutra i zapewnieniu godnego życia swojej rodzinie. Dla większości nie miało znaczenia, dokąd mieliby się udać. Chcieli po prostu żyć, żyć inaczej niż w Polsce; chcieli pracować i móc z nadzieją patrzeć w przyszłość. Pośród tych silnych i odważnych, którzy podjęli decyzję o wyjeździe, znaleźli się Andrzej z żoną Teresą i ich trzyletnią córeczką Gabrielą. Firma Andrzeja przez ostatnie miesiące nie przynosiła żadnych zysków. Teresa nie pracowała – zajmowała się domem i dzieckiem. Oszczędności się wyczerpały. Co robić? Z czego utrzymać rodzinę? A chciał dla niej jak najlepiej. Miał dwadzieścia cztery lata, był zdrowy, silny. Jako jedynemu żywicielowi rodziny odraczano mu termin odbycia służby wojskowej. Właściwie nie liczył na to, że uda im się otrzymać zezwolenie na wyjazd. Ale postanowił, że spróbują – potem była deklaracja, odpowiedzi na pytania i... czekanie, długie czekanie... Jakże wielkie było ich zdziwienie, kiedy okazało się, że jednak mogą jechać. – Udało się, kochanie! Udało! – powtarzał Andrzej uradowany, kiedy wyszli z ambasady. Tulili się do siebie, śmiali głośno; czuli się naprawdę szczęśliwi, choć był to dopiero początek długiej podróży, jaka ich czekała. Ale wtedy byli przekonani, że oto spotkało ich coś wielkiego, że ich los odmieni się, że świat stoi przed nimi otworem, jakby zapraszał ich do siebie. Mimo tych uczuć, tak naprawdę trudno im było w to wszystko uwierzyć. W drodze powrotnej do domu nie byli w stanie rozmawiać o wyjeździe. Oswajali się z tą myślą powoli. Przecież teraz wszystko się zmieni... Planowanie rozpoczęli od spraw finansowych. Nie mieli pieniędzy, mieli za to trochę złota, samochód, przyczepę campingową. Sprzedali wszystko. Postawili na los szczęścia. Dzień wyjazdu nadszedł szybciej, niż się spodziewali. Pożegnanie z najbliższymi było bardzo smutne. Wśród słów wypowiadanych przez łzy, zdań, które więzły w gardle, słyszeli: „Trzymajcie się...”, „Bądźcie zdrowi...”, „Nie dajcie się...”, „Nie zapominajcie o nas...”.
(fragment książki)
O autorce
Maria Helena Skarka urodziła się w 1934 roku w Haczowie (powiat krośnieński), po wonie mieszkała z rodziną w Krośnie, a następnie w Krakowie, gdzie założyła rodzinę i została matką dwojga dzieci. Była długoletnim pracownikiem handlu spółdzielczego i krakowskiej gastronomii. W 1981 roku zmuszona była pożegnać swojego syna, który z żoną i małą córeczką opuszczał kraj i wyruszał w nieznane. Do napisania tej książki zainspirowały autorkę losy najbliższych (a także własne – od wielu lat mieszka w Wiedniu) oraz chęć zachowania w pamięci trudnych życiowych wyborów tamtych lat.
|