Kurhan Polki
  • Wydanie: pierwsze
  • Miejsce i rok: Lublin, Norbertinum, 2013
  • Objętość: 207, [1] s. + 8 s. fot.
  • Format: 147 x 208 mm
  • Oprawa: miękka klejona
  • ISBN: 978-83-7222-509-2
  • ISSN: 1508-7956
  • SERIA: Z nieludzkiej ziemi

Jest to opowieść o losach rodziny Kanikułów rozproszonej wskutek wojny po rozległych obszarach Syberii i Kazachstanu. Autor, jako najmłodszy z rodzeństwa, został razem z bratem i matką wywieziony do północnego Kazachstanu, gdzie w nieogarnionej pustce stepów zostali, wraz z innymi deportowanymi, pozostawieni swojemu losowi, stając w obliczu śmierci głodowej, pozbawieni jakichkolwiek środków do życia poza sprzętami i jedzeniem naprędce zabranymi z domów rodzinnych. Ratunkiem dla nich okazała się zgoda mieszkańców jednej z wsi zesłańczych, Koreańczyków, na współosiedlenie się Polaków. Mając dach nad głową, Polacy rozpoczynają nowe życie w warunkach sowieckiej niewoli.
Książka opisuje ten zesłańczy świat z perspektywy dorastającego chłopaka, który stara się zorganizować życie swoje i rodziny na miarę pojawiających się możliwości. Ważnym elementem tej historii jest przyjaźń z Kazachem, który wprowadza autora w tajniki przetrwania w stepie. Praca przy koniach pozwala autorowi nawiązać przyjaźnie z koreańskimi współzesłańcami i dobrze wykorzystywać potrzeby i zaufanie kierownictwa kołchozu.
To ciekawa, wartka, dynamiczna opowieść, pozwalająca odczuć trudny, ale i pełen wiary w ocalenie los zesłańców. Jednocześnie mówiąca o trwałych śladach Polaków na nieludzkiej ziemi.

 

 


Fragment książki

W dzień czasem na bezchmurnym niebie pojawił się piękny ptak, prawdopodobnie jastrząb, i zataczał koła nad nami. Innej żywej istoty przez te dwa dni nie widziałem. Leżąc w tej po pas wysokiej trawie, byłem zapatrzony w błękit nieba i szybującego ptaka. „Orle mój, sokole, władco tego stepu! Weź mnie na swe skrzydła i ponieś, hen, daleko, do mojej Ojczyzny, tam, gdzie moje miejsce na tej ziemi, bo ta kazachska ziemia jest dla mnie obcą, przeklętą i niewolniczą. Przestworza te, nieprzebyty busz aż po nieboskłon to twoje królestwo i o ile przyjdzie mi tu zostać, będziesz moim towarzyszem aż do moich ostatnich dni. I choć wiem, że nie użyczysz mi swych skrzydeł, wciąż będę żył nadzieją, że grób mój będzie na mojej ojczystej ziemi, a nie tutaj jako kurhan skazańca Polaka”.
Po przebudzeniu z tej głębokiej zadumy głośno wypowiedziałem:
– Jakże ci zazdroszczę twojej wolności, mój ptaku! Chciałbym się stąd wyrwać, latać, uciec.
Teraz już było wiadomo, że cała nasza grupa zdana jest na ten sam los. Było nas dwanaście rodzin, zapamiętałem nazwiska tylko niektórych: Boruch, Skawińscy, Górska i starszą panią – matkę poznańskiego biskupa. Druga grupa siedziała oddzielnie.
W czasie głośno odmawianej modlitwy już nie było widać łez – zostały one wylane w ciągu tych pięciu tygodni naszej jazdy. Nadeszło uspokojenie, czas na ustalenie, co dalej czynić. Bóg daje ci siłę ducha, a działanie należy do ciebie, samo nic nie przyjdzie! Wszyscy aż nadto wiedzieliśmy, że wytrwałość i cierpliwość prowadzi do celu, że to jedynie nam zostało.

więcej o książce
zwiń