Konstanty Rostworowski

Urodził się w 1918 roku w Lublinie, był najstarszym synem Romana, właściciela Józefowa nad Wisłą, i Teresy z Przewłockich, pochodzącej z Woli Gałęzowskiej (powiat Bychawa). Wczesne dzieciństwo spędził w domu ojca w Józefowie, potem w Grabkach pod Chmielnikiem i od 8. roku życia w majątku matki w Gałęzowie pod Bychawą. Gałęzów był ojczyzną całej jego osobowości. Tu nasiąknął rytmem pracy gospodarstwa rolnego, przyjaźnił się z pracownikami folwarcznymi, od młodości zajmował się myślistwem, miał swoją klacz Ramotę i kochał konie.
Jako najstarszy syn Teresy (II voto Zakrzeńskiej), miał w przyszłości zostać właścicielem Gałęzowa. W 1937 roku zdał maturę w sławnej Szkole Lubelskiej, wcześniej zaś uczęszczał do renomowanych szkół: Gimnazjum OO. Marianów na Bielanach w Warszawie i Gimnazjum Fundacji Sułkowskich w Rydzynie. Tuż po maturze wstąpił na VIII kurs Szkoły Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu, którą ukończył z przydziałem do 19. Pułku Ułanów w Ostrogu pod Horyniem. Po odbyciu służby wojskowej chciał spełnić swoje marzenia o podróżach po świecie. Namawiał matkę, by sprzedała Gałęzów i kupiła podobny majątek w Kanadzie albo w Peru. Teresa jednak odpowiedziała: „Tu się urodziliśmy i tu będziemy umierać”. Konstanty nie zaniechał swego planu. Wstąpił do Szkoły Morskiej w Gdyni, zakładając, że podczas rejsu szkoleniowego „Daru Pomorza” uda mu się uciec do któregoś z krajów afrykańskich. Z uwagi jednak na zbliżającą się wojnę „Dar Pomorza” odbywał rejsy szkoleniowe tylko na Bałtyku i ucieczka była niemożliwa.
Po wybuchu wojny otrzymał powołanie do 2. Pułku Strzelców Konnych w Hrubieszowie. Wskutek działań wojennych znalazł się we Lwowie. Uniknął internowania przez bolszewików i z grupą kolegów wojskowych wśród band ukraińskich przedzierał się w stronę Lubelszczyzny. Podczas okupacji niemieckiej udał się do Warszawy, gdzie ukończył kursy Miejskiej Szkoły Handlowej, kierowanej przez prof. Edwarda Lipińskiego. W czasie wakacji w okresie Bożego Narodzenia 1943 roku został zwerbowany do oddziału leśnego AK kryptonim „Spartanin”, dowodzonego przez porucznika Tadeusza Sowę. Przyjął pseudonim „Dziryt”. Dowodził konnym zwiadem oddziału. Brał udział w kilku akcjach, między innymi opanowania miasta powiatowego Bychawy. W lipcu 1944 roku oddział „Spartanina” został rozformowany. Na Lubelszczyznę wkroczyli Sowieci. Na rozkaz pułkownika AK Stanisława Piotrowskiego („Jara”) podporucznik Rostworowski wstąpił do II Armii Wojska Polskiego. Otrzymał przydział do Sztabu tejże armii, urzędował w Lublinie, w Pałacu Radziwiłłów, w sekretariacie pułkownika NKWD Gabarowa. O działalności Sztabu składał tajne raporty pułkownikowi „Janowi” z byłej AK. Zorientował się, że jest śledzony przez NKWD. Dysponując samochodem, razem z kierowcą zdezerterowali z wojska. Samochód spalili. Konstanty początkowo ukrywał się w Mordach pod Siedlcami, gdzie był majątek ziemski jego bliskich krewnych – Przewłockich, ale później, gdziekolwiek się udał, wszędzie deptało mu po piętach UB. Był zrozpaczony i chciał się ponownie zgłosić do wojska, potępiając swój czyn. I tu ratunkiem dla niego okazało się to, że w Wiśniewie pod Mińskiem Mazowieckim, w parafii mariawickiej proboszczem był jego krewny, ksiądz biskup Wawrzyniec Rostworowski. Konstanty przyjął nowe nazwisko: Stanisław Dudek, i jako brat wspólnoty mariawickiej pracował w ogrodzie stryja biskupa. Gdy wraz z frontem formacje NKWD przeniosły się do Niemiec, Rostworowski, nadal jako Stanisław Dudek, podjął pracę w poniemieckim gospodarstwie rolnym w okolicach Sławna na Pomorzu. Doczekał amnestii w 1947 roku i w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku ujawnił się. Podjął pracę rządcy w majątku Polaszki (powiat Sztum), gdzie poznał Ewę Bednarską, którą wkrótce poślubił. Występował już pod nazwiskiem Rostworowski. W tym okresie często zmieniał miejsce pracy, co go chroniło przed aresztowaniem. Był zatrudniony w Zakładzie Hodowli Koni w Dębnie pod Górowem Iławeckim, w gospodarstwie hodowlanym bydła na terenie Sopotu, w elektrowni gdańskiej. W tym czasie jego żona została aresztowana, a on szukał pracy nawet w Woli Gałęzowskiej pod Bychawą. Wkrótce jednak wrócił na Wybrzeże i pracował w Zakładach Zbożowych w Gdańsku, a później w Stowarzyszeniu Plantatorów Roślin Oleistych w Pruszczu Gdańskim. Po „odwilży” październikowej 1956 roku został kierownikiem PGR w Kolkowie i jednocześnie podjął studia zaoczne na Wydziela Ekonomiczno-Rolnym SGGW w Warszawie. Studia ukończył, otrzymując stopień magistra, ale zarządzany przez niego PGR w 1964 roku został zlikwidowany i włączony do terenów przeznaczonych pod budowę elektrowni atomowej. Rostworowski znalazł pracę w Spółdzielni Hodowli Roślin w Krokowej pod Puckiem, gdzie poznał Joannę Glük, pannę w wieku około lat 40. Różne były okresy tej znajomości. Konstanty zmieniał miejsce pracy, jednakże Joanna wędrowała za nim. Ostatecznie ściągnęła go do Łodzi, znajdując zatrudnienie w Glinniku pod Tomaszowem Mazowieckim. W 1970 roku doszło do rozwodu z Ewą Bednarską, ich córka Marta wyemigrowała na Zachód. Konstanty z Jolą wyjechali najpierw do Szwecji, a później do RFN, gdzie osiedlili się w Mölln pod Lubeką. Konstanty pracował dorywczo, ale po pewnym czasie, powołując się na swą przeszłość partyzancko-kombatancką, otrzymał emeryturę, wystarczającą na podstawowe potrzeby życiowe. Wówczas zaczął pisać wspomnienia, głównie dotyczące Gałęzowa. Pierwszą swą książkę nazwał dość niefortunnie: Między wojnami. Jej fragmenty były czytane w Radiu Wolna Europa. W 2007 roku została wznowiona w Wydawnictwie „Norbertinum” w Lublinie pod tytułem Zmierzch Gałęzowa. Druga jego pozycja wspomnieniowa, również bardzo ściśle związana z Gałęzowem – Jeszcze słychać tętent i rżenie koni – została wydana nakładem rodziny na rotaprincie w Mölln w 1993 roku. Jej drugie wydanie, przejrzane i przygotowane do druku przez Stanisława Jana Rostworowskiego, ukazało się w Norbertinum w roku 2016.
Konstanty Rostworowski zmarł na udar mózgu 29 kwietnia 1987 roku w Mölln i tam został pochowany.

Książki autora:

Książka Konstantego Rostworowskiego należy do kręgu tych, jakie ukazują świat, który nieodwracalnie już przeminął.